Stare przysłowie mówi, że im mniej wiesz tym lepiej śpisz.. Może niektórzy i tak wolą, ja natomiast od zawsze wolałam wiedzieć a ze snem jakoś sobie radziłam 😉
Cóż.. inaczej nie potrafię .. Od najmłodszych lat miałam wyjątkowy dar…dar większego czucia, większego rozumienia. Taka mała – stara ,jak to się mówi. Od dziecka doświadczałam rzeczywistości w bardzo dobitny sposób. Szczególnie głęboko, bez udawania, bez umniejszania problemom – zawsze nazywałam rzeczy po imieniu. Pewnie ten dar sprawił, że wydawać by się mogło z beznadziejnych sytuacji wychodziłam tzw. obronną ręką.. A ja od zawsze czułam, że nic nie jest zero/jedynkowe , czarno/białe, że za powierzchnią wydawać by się mogło prostej do wytłumaczenia sytuacji kryje się głębia.. Wiecznie tej głębi doszukiwałam się we wszystkim. We wszystkich sytuacjach i relacjach w moim życiu. Od najmłodszych lat życie dostarczało mi wielu materiałów „badawczych” na których mogłam pogłębiać swoje głębsze rozumienie świata, życia i ludzi…
Już jako mała dziewczynka doświadczyłam ogromnej samotności, braku miłości i poczucia bezpieczeństwa.. Po odejściu moich najbliższych przez bardzo długi czas żyłam w permanentnym poczuciu braku…jednocześnie wiedziałam, że po drugiej stronie mojego braku znajduje się pełnia.. miłość, poczucie bezpieczeństwa i dostatek… Ta właśnie świadomość motywowała mnie do działania.. Do tego żebym się nie poddała..
Od najmłodszych lat doświadczałam również niezrozumienia, niesprawiedliwości, złej oceny, fałszu i zakłamania tego świata. Ja pomimo to – na przekór temu, z coraz to większą świadomością brnęłam po tego przeciwieństwo..
Wyjątkowo długą drogę przebyłam zanim zbalansowałam jedno z drugim.. W sumie to nawet nie wiem czy mi się to już udało, czy zmęczona tą permanentną świadomością zaczynam sobie coś dopowiadać..
Być świadomym człowiekiem to nie unikać prawdy, to mieć odwagę się z nią zmierzyć. To być świadomym swoich emocji, swoich wartości, zasad, swoich prawd i najszerszych , głęboko schowanych w sercu pragnień i za nimi podążać.. Niestrudzenie.. bez względu na to jakiego rodzaju wyzwania funduje nam życie…
Świadoma osoba , to osoba która musi mieć siłę aby unieść ciężar całej tej prawdy, którą tak wielu stara się ukryć…
Prawda nie jest łatwa.. Prawda jest wymagająca.. Prawda, to coś dla nielicznych… Większość lubi zanurzać się w złudzie.. w iluzji… Bo tak łatwiej, bo tak wygodniej, bo chwilowo może mniej boleć…
Ale to złuda.. bo wcześniej czy później prawda wychodzi na jaw.. Przypomina o sobie w bezsenne noce… W momencie kiedy łudzimy się, że osiągnęliśmy upragniony sukces – wkracza wtedy ona.. i burzy cały nasz świat – wali się on jak domek z kart.
Wielokrotnie byłam świadkiem rozpadającej się iluzji kochającej się rodziny. Ludzi wydawać by się mogło stabilnych emocjonalnie, wykształconych, dobrze sytuowanych. Wiodących wydawać by się mogło idealne życie.. Widziałam ten obraz wielokrotnie sprzedając im upragnione i długo wyczekiwane , często przykryte wypartymi prawdami i złudnymi projekcjami domy. Domy ludziom, których życia się rozpadły.. Pracując w branży nieruchomości, miałam okazję uczestniczyć w wyborze nieruchomości uśmiechniętym, kochającym się ludziom. Pełnym ekscytacji, opowiadającym mi o swoich planach, marzeniach.. o swojej pięknej rzeczywistości.. Po czym po pewnym czasie ( czasami były to miesiące – czasami lata ) osoby te ponownie do mnie dzwoniły, tyle że tym razem z prośbą o sprzedaż tej jakże wyczekanej nieruchomości. Na kolejnym spotkaniu, tym razem mojej pomocy przy sprzedaży kurtyna opadała.. i wychodziła na jaw prawda. Często klienci mi się uzewnętrzniali.. Kobiety mówiły o zdradach, o zaniedbaniu siebie, poświęceniu się rodzinie, przymykaniu oka na złe zachowanie męża, lejącym się strumieniami alkoholu, niejednokrotnie przemocy… Opowiadały płacząc, że nie miały odwagi zmierzyć się z prawdą… Mężczyźni natomiast często opowiadali mi o ich zbyt przeciążonym życiu, wielkich oczekiwaniach ich żon, o samotności.. o niezrozumieniu.. O ucieczce w ramiona innej.. o ucieczce od całej tej iluzji.
Oczywiście to jest tylko przykład, a role kobieta/mężczyzna są zamienne..
Ale tak się właśnie dzieje kiedy uciekamy od prawdy. Kiedy w iluzji jest nam łatwiej się rozgościć..
Ja osobiście uważam, że i jedno i drugie potrafi dobrze nami sponiewierać..
Ucieczka w iluzję wcześniej czy później wyjdzie nam przysłowiowym bokiem, bo nawet jeżeli nie będzie tak spektakularnych efektów, jak rozpad rodziny, utarta majątku czy zdrowia, to życie w niej nie jest życiem na 100 %.. To życie w zakłamaniu, w niewyrażaniu swoich emocji, swoich prawd.. Z wiecznym poczuciem z tyłu głowy, że to nie jest ta lekkość i radość której większość z nas pragnie… I mimo, iż na pozór wszystko się zgadza to w sercu czujemy, że to dalekie jest to od prawdy.. Możemy oszukać innych ale siebie, swojego sumienia nie oszukamy…
Konfrontacja z prawdą, taką permanentną też bywa męcząca.. bo my jako ludzie pragniemy jednak wierzyć w ideały – a tu w tej perspektywie często ideałów brak.. To boli, to wymaga głębokiego zrozumienia, pokochania tego co o miłość woła, pełnej akceptacji tego na co wpływu nie mamy i zaufanie, że tak jak jest jest najlepiej jak może być dla nas w tej właśnie chwili, w tym właśnie czasie.
W zetknięciu się z obiema perspektywami ja zdecydowanie wybieram PRAWDĘ.
Moją misją jest oswajać tych , którzy tak jak ja JA wybierają.
Wspierać wszystkich tych , którzy są gotowi kroczyć przez życie zgodnie ze swoją prawdą. Pragną poszerzać swoją świadomość, tak aby byli bardziej gotowi na jej przyjmowanie i mieli więcej pewności na jej wyrażanie.
Mimo, iż prawda bywa bolesna to lepiej się z nią zmierzyć w pełni świadomie – niż w momencie kiedy to ona sama przyjdzie się z nami rozliczyć.. A często odwiedza nas wtedy kiedy najmniej się jej spodziewamy…
I na koniec pragnę przypomnieć, że każdy z nas ma wybór 🙂
Zatem co Ty wybierasz? Prawdę czy fałsz? Świadomość, czy nieświadomość?
Z pozdrowieniami, Angelika